sobota, 31 stycznia 2015

Shizaya "If i die young"


Ohayo~! Tak o to na naszym blogu pojawia się pierwsza notka z paringiem Shizaya! Aktualnie utknęłam w "Bestii" (wiem wiem słabo, bo to dopiero początek ale co poradzisz ;;) Z czystym sercem mogę powiedzieć, że starałam się napisać cokolwiek ale nic mi nie wychodziło ;; Jak wróci wena to od razu napiszę! A teraz miłego czytania! //Pikacz 


Minęły dwa tygodnie od wypuszczenia Shizu-chana ze szpitala. Aż dziwne, ze ktoś poza mną mógł tak go poturbować. Ktoś JEGO tak urządził, ale tym kimś nie byłem JA. Zabawne. 

Izaya balansował na krańcu dachu pięciopiętrowego budynku i z rozbawieniem wysłuchiwał tłumaczeń wystraszonego faceta. Z dumą patrzył na jego zakłopotanie i rozpacz. Brunet kochał w ludziach to, że gdy mieli umrzeć zwalali winę na innych. Ten egoizm był aż wyczuwalny w powietrzu.

- A-Ale naprawdę Izaya-san nie miałem z tym nic wspólnego! T-To wszystko oni! Oni mi kazali!
Czerwonooki zatrzymał się i z poważną miną spojrzał na stojącego naprzeciw szatyna.
- Nie twoja wina? Nie miałem nic wspólnego? Oni ci kazali? No więc właśnie~! Kazali, a jak kazali to znaczy, że to zrobiłeś.
Powolnym krokiem zaczął zbliżać się do wystraszonego człowieka. Stanął z nim twarzą w twarz i groźnie się uśmiechnął.
- Widzisz? Sam się wkopałeś. Zapamiętaj to sobie, choć chyba nie będzie ci to już potrzebne. Tylko JA mam prawo atakować Shizuo i tylko JA mogę posyłać go do szpitala. Mam nadzieję, że zrozumiałeś? A więc żegnaj.
Szybkim ruchem ręki popchnął szatyna w przepaść i z dumą spoglądał na lecące, a chwilę później rozbijające się o ziemie ciało. Zbiegł na dół i przyjrzał się swojemu dziełu. W uliczce leżało z siedem roztrzaskanych ciał, z czego jedno jeszcze o dziwo oddychało. Podszedł do niego i lekko się skrzywił patrząc na zakrwawioną twarz z powybijanymi zębami, wykręcone pod dziwnym kątem kończyny i wypełniony bólem wzrok.
- Widzisz? Tu są twoi cali oni! SKOŃCZYLI TAK SAMO JAK TY! KAŻDY TAK SKOŃCZY!
Wykrzyknął i skończył męki leżącego człowieka wbijając nóż w jego szyję. Krew trysnęła i  ochlapała koszulkę i twarz Izayi. Orihara wstał, rozejrzał się po okolicy. Schował nóż do kieszeni i powolnym krokiem skierował się w tylko sobie znanym kierunku.

***
Parę dni później...


Izaya wędrował uliczkami Ikebukuro wsłuchując się w rozmowy ludzi i wypatrując blond czupryny w tłumie. Niestety nigdzie go nie widział. Załatwił swoje sprawy i wszedł na ten sam budynek, na którym ostatnimi czasy zakończył życie siedmiu osób. Usiadł na krawędzi i spoglądał na zachodzące słońce. Siedział tam dość długi czas. Nie zauważył gdy na dachu pojawił się blondyn.
- Mendo czego tu szukasz?
Brunet odwrócił się w stronę skąd dochodził głos.
- O Shizu-chan. Tym razem bez jakiegoś znaku drogowego?
Heiwajimie zapulsowała żyłka na czole.
- Nie zmieniaj tematu. Po co tu jesteś?
Izaya wpatrzył się w słońce chowające się za horyzontem.
- Wiesz Shizu-chan. Ładny stąd widok.
- A tak naprawdę?
- Mówię prawdę.
- Kłamiesz.
Brunet spuścił głowę i wpatrywał się w swoje kolana.
- Mógłbyś chociaż raz mi uwierzyć..
- Sam dobrze wiesz, że nigdy tak się nie stanie.
Czerwonooki nie odpowiedział tylko zacisnął mocniej pięści. Shizuo podszedł do niego i tak samo usiadł na skraju dachu.
- No może ten jeden raz ci uwierzę, Rzeczywiście ładny widok.
Izaya uśmiechnął się i podniósł głowę. Blondyn spojrzał na niego,
- Co tu się wydarzyło kilka dni temu?
- Nic.
- Kłamiesz.
- Jak zawsze.
- Powtórzę. Co tu się wydarzyło?
Brunet spojrzał na niego poważnym wzrokiem.
- Zmarło tu siedem osób.
- A jaka była przyczyna?
- Nie wiem. Kogo to obchodzi? 

- Ooo wielki informator Orihara czegoś nie wie?
Izaya zmarszczył brwi.
- Powiedz mi Shizu-chan. Nienawidzisz mnie?
- Najbardziej na świecie.
- Więc co by ci dała wiedza o przyczynie mojej śmierci?
- Co? Jakiej śmierci o czym ty..?
Orihara wstał i stanął przodem do blondyna.
- Mojej śmierci. Co by ci dało to, że wiedziałbyś dlaczego bym umarł? Nic byś nie odwrócił,  w niczym by ci to nie pomogło. Więc po co to komu?

- Brałeś coś?
- Shizuo nie zniosę tego dłużej.
Heiwajima spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Wiesz jakie to uczucie kochać?
- No.. wiem.
- A być kochanym?
- W sumie to chyba też wiem.
- Widzisz.. ty wiesz, a ja nie.- odwrócił głowę i smutno się uśmiechnął- Ciężko jest kochać, a pomimo to nie być kochanym.
- O czym ty gadasz?
- If i die young~..

- Izaya? - Brunet odwrócił się w stronę Shizuo
- Wątpię żeby twój móżdżek to ogarnął ale.. Kocham cię Shizu-chan.

 Uśmiechnął się z bólem, odchylił się do tyłu i spadł w przepaść za nim. Blondyn nachylił się przy krawędzi krzycząc jego imię, a on spadał. Trwało to dość długo póki nie uderzył w twardą posadzkę. Jego ciało przeszył tępy ból, usłyszał kilka chrupnięć zanim przed jego oczami zaczęły pojawiać się mroczki. Pomimo obrażeń był w stanie dostrzec zbolały, smutny i wystraszony wyraz twarzy Heiwajimy. Uśmiechnął się ten ostatni raz, po policzku spłynęła samotna łza, zamknął oczy i pogrążył się w ciemności
~~~~~~~~
I tak oto jest  koniec. Pisałam to strasznie długo, bo brak weny itp. Ogólnie takie trochę ponure ale to nie moja wina no ;; Mam nadzieję, że było choć w jakimś stopniu fajne i że nie zwaliłam charakterów postaci aż tak bardzo. Nie mogę znaleźć żadnej inspiracji więc przepraszam, że nic nie ma ;;;
No miłych ferii ^^ Podczas pisania tego słuchałam tej piosenki https://www.youtube.com/watch?v=TEsJW9KXuOc więc może nastrój się wam w to wpasuje ^^


piątek, 2 stycznia 2015

Ból...

To nie rozdział, ale myślę że się spodoba. Na razie nie będzie rozdział bo doskwiera mnie brak weny i sensu życia... 
//Riki
***
 Siedział sam na ławce nieopodal lasu. Ludzie, którzy przechodzili koło niego patrzeli się na niego jak na dziwaka. Nikt nie chciał się zatrzymać i mu pomóc. Młody chłopak o długich do ramion blond włosach związanych w kitek, stanął centralnie przed nim.
-Czemu taki jesteś ?? - spytał nieznajomy.
-Jaki?-Spojrzał się na niego z pod grzywki.

-Taki nie czuły i samotny. Starasz się odpędzić wszystkich od siebie. Udajesz silnego a tak naprawdę potrzebujesz pomocy.- usiadł około niego na ławce i zaczął patrzeć w niebo na chmury Nie pozwalają by brązowooki coś powiedział, mówił dalej. - Czasem wystarczy poprosić kogoś o pomoc, zamiast sam się borykać z problemami. Łatwiej jest się zwierzyć obcej osobie niż najbliższej rodzinie czy przyjaciołom. Lepiej jest nie uciekać od problemów tylko je rozwiązać. A samobójstwo, to nie jest ostatnia droga ratunku... -Przytulił go mocno i odszedł gdzieś.
Brązowooki widział go tylko raz, więcej już się z nim nie spotkał. Po dłuższym czasie bezsensownych poszukiwań odpuścił sobie, lecz pamiętał jego słowa do końca jego życia. Dzięki tej nieznanej osobie żyje. Tamtego dnia trzymał dwie rzeczy w ręce w jednej list pożegnalny  za adresowany do jego brata starszego. A w drugiej żyletkę. Miał dość już życia i chciał z nim skoczyć lecz przed min w ostatnim momencie stanął anioł..

wtorek, 30 grudnia 2014

Hejka wszystkim to nie rozdział niestety ;__; aktualnie siłuje się do napisania czegoś ale jakoś nie mam weny :(
Chciałam wam życzyć udanego i upojnego sylwestra :3 //Riki

sobota, 27 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 1 Coś co nigdy nie powinno się zdażyć...

Hejka ^^ Oto pierwszy rozdział tego otóż opowiadania Yaoi . Będzie dłuższy niż prolog :D
***
 Stanął naprzeciwko łózka na którym siedział chłopak. Bacznie obserwują każdy nawet najmniejszy ruch. Zrobił parę kroków do przodu, by lepiej przyjrzeć się ofierze. Chłopak skulił się jeszcze bardziej na łóżku. Jego oczy migotały od łez. Starszy mężczyzna podszedł do chłopaka, nie przejmują się ostrzem noża wycelowanym w niego. Jednym szybkim ruchem zablokował ręce chłopaka szeptają mu coś do ucha. Wstrzyknął w jego szyje jedną dawkę  silnego leku nasennego.
***
Obudził się. Czuł że nie jest na lądzie. Próbował wstać ale łańcuchy u nóg i przy rekach nie pozwalają mu na to. Upadł na deski jakiegoś statku. O dziwo nie znajdował się w ciemnym pomieszczeniu pod statkiem, tylko w jakieś kajucie. Rozejrzał się. Zauważył duże biurko a na nim pełno jakiś papierów. Starał się dostrzec co jest na nich napisane, ale pewna postać zagrodziła mu wykonanie tej czynności.
-Nie jesteś u siebie.- spojrzał na niego po czym usiadł wygodnie na fotelu.
-Jak się nazywasz ?? -spytał kapitan.
-Nie twój interes. - spiorunował go młody chłopak siedzący pod ścianą.
Kapitan wstał i podszedł do niego. Złapał go za włosy i podniósł do góry. 
-Radze ci być miłym, bo inaczej porozmawiamy. Wiec jeszcze raz zapytam jak masz na imię ?
-R-Riki. M-Możesz m-mnie p-puścić ?
-Teraz już lepiej.-Pościł go i w powrotem usiadł na wygodnym  fotelu.

piątek, 26 grudnia 2014

"Bestia" Rozdział 2

Tak więc.. Wielkie dzięki dla Kiasarin, za to, że skomentowała moje wypociny, dodała kilka uwag i pochwaliła i w ogóle wowowowowow. Aż się trzęsę z podjarania. Dzięki niej mam wenę i postanowiłam pisać kolejny rozdział. Oprócz wszechobecnego bólu wszystkiego po prawej stronie mojego ciała to mogę powiedzieć, że cieszę się jak nigdy. Ano wesołych świąt i takie tam(nie umiem składać życzeń ;;;) Dobra pikacz zaczynaj! Miłego czytania~!
//Pikacz



Obudziłam się wczesnym rankiem i leniwie otworzyłam oczy. Przeciągnęłam się i usiadłam na łóżku. Znaczy.. Myślałam, że to łóżko. Ku mojemu zdziwieniu na przeciwko mnie nie było drzwi, po prawej nie stała gitara i kanapa,a po lewej nie stało moje zaśmiecone biurko z komputerem. Zamiast tego siedziałam na pomiętym futonie, przede mną była wielka rozsuwana szafa przy której stały cztery ogromne pudła, a spoglądając w prawo zobaczyłam pusty salon, połączony z kuchnią,a w rogu stały drzwi. Powoli wstałam i odsłoniłam rolety. Zza okna widniała znikoma panorama biedniejszej części Ikebukuro. Stanęłam jak wryta, tępo patrząc się w okno.
- C-c-c-c-co się właściwie wczoraj stało?
Krok po kroku przypominałam sobie wydarzenia wczorajszego dnia. Lot, przyjazd, wyjście, rosyjskie.. sushi? Rosyjskie sushi? Co? Dobra dalej. Izaya Orihara,  spacer, wkurzony gościu, znak lecący tuż obok mnie, pomyłka, Shizu-chan? Chyba tak go nazwał.. ZARAZ CO?! Znak drogowy? Lecący.. znak drogowy? Jak?! Jakim cudem?! I ja tego uniknęłam?!

Podparłam się głową o ścianę i przyłożyłam ręce do twarzy.
- Co jest nie tak z moim życiem?

Zegar wskazywał godzinę siódmą. Postanowiłam zająć się urządzeniem mieszkania. Wypakowałam pierwsze pudło, jak się okazało - z ubraniami. Na szczęście były poskładane więc bez trudu wpakowałam je do szafy. Kolejne pudło było wypełnione książkami, mangami, grami. Ich miejsce znalazło się w wolnej części szafy. W następnej paczce był komputer i sprzęty, a w ostatniej jakieś rzeczy niezbędne do życia. Ogarnianie się zajęło mi jakąś godzinę. Wygrzebałam z szafy ręcznik, ubrania i rzeczy do mycia i udałam się pod prysznic. Umycie się nie było jakoś czasochłonne więc po wysuszeniu włosów i ubraniu czystych ciuchów postanowiłam włączyć komputer. Od razu po włączeniu zalogowałam się na serwis społecznościowy i weszłam w konferencję "boku no pico 4 ever". Do teraz zastanawiam się co za debil tak to nazwał.

----- Misaki zalogowanny(a)----
Misaki: Halo, Halo pozdrowienia z Japonii mój haremie!
Ushko: Kurna Misaki! To jest MÓJ harem!
Misaki: Oj no nie denerwuj się </3 Jakoś na konwencie nie sprzeciwiałeś się karteczce z napisem "Sleep room zajęty przez harem misaki"!!
Ushko: eEe nie zapominaj, że tam też było "i ushka"!
Misaki: tak tak, małymi literkami
Wszwszwsz: Misakiii! Wreszcie jesteś!
Rin: CZEMU NIKT MNIE NIE LUBI? ;;;;;
Ushko: Bo chcesz wszystkich zabić!
Rin: Ale ja tylko udaję bezduszną ździrę ;;;;
Misaki: Dobra, kochamy cię <3
Rin: Yay!

Misaki: Ej czemu jestem opóźniona?
Ushko: Boś Misaki, tego nie ogarniesz.
Wszwszwsz: Czemu opóźniona?
Misaki: Bo dopiero dzisiaj rano ogarnęłam, że wczoraj prawie oberwałam znakiem drogowym ;;;

Rin: ...
Wszwszwsz: JAK?!
Ushko: Szkoda, że prawie hehe
Totoro: Ohayoo~!
Misaki: Uszko wal się na morde xd wsz no poszłam sobie połazić i przybiega taki wysoki blondas i rzuca we mnie tym znakiem, a potem krzyczy czemu wyglądam jak baba ;;;
Wszwszwsz: HAŁ IC POSIBRU?!
Misaki: Mnie się nie pytaj ja tu tylko przechodzę ;;;
Ushko: Ty to dziwna jesteś.
Misaki: No przecież wiem.
Totoro: Ej ja też chcę xd
Misaki: Oberwać znakiem? XD
Totoro: No nie xd pojechać do dżapana!
Misaki: To przyjedź, bo jeszcze nie mam znajomych ;;;

Totoro: OK tylko załatw mi hajs!
Misaki: Lol nope xd
Wszwszwsz: Ej spadam narka
Ushko: Yo. Też lecę.
Rin: Zabiję was!
Ushko: I się dziwisz, że nikt cię nie lubi..
Rin: Smuteczek ;;
Totoro: Baju!
Misaki: No papa. Też spadam idę połaźić po "dżapanie"
Totoro: NIE ŚMIEJ SIĘ ZE MNIE! >:C
Misaki: Ale jo! baju baju <3
----- Misaki wylogowany(a)-------
----- Wszwszwsz wylogowany(a)------
----- Ushko wylogowany(a)------


- Jak zwykle nie da się z nimi normalnie porozmawiać..
Wyłączyłam komputer i położyłam się na futonie. Wpatrywałam się w sufit dopóki nie zadzwonił telefon. Sprawdziłam wiadomość.
Od: [Numer nieznany]

Do: Misaki
Temat: Chcesz dołączyć do Dolarów? Nie ma żadnych ograniczeń czy zasad. [w tym miejscu podany jest login i hasło do forum Dolarów]. Jeśli tylko chcesz możesz być dolarem! Wystarczy tylko wejść na to forum.
--[Koniec]--

Może być ciekawie. Ponownie włączyłam komputer i wystukałam w przeglądarce adres tego forum. Zalogowałam się i przejrzałam stronę. Nic ciekawego, ale może będzie coś kiedy indziej.
Przytłaczająca nuda zmusiła mnie  do wyjścia na zewnątrz. Ubrałam moją bluzę z futerkiem, ale przystanęłam przy drzwiach. Jeśli w niej pójdę to będzie znowu szansa, że natrafię na Heiwajime i tym razem może mi się nie udać uniknąć nadlatującego znaku. Zdecydowałam nałożyć zwykłą szarą bluzę i pójść do sklepu kupić nową. Przebrałam się i zapakowałam telefon, klucze, dokumenty i pieniądze. Nożyk schowałam w spodnie. Ostrożności nigdy za wiele. Zdecydowanym krokiem wyszłam z domu i skierowałam się do centrum Ikebukuro.
Droga nie była długa, więc w krótkim czasie dostałam się do jakichś sklepów. Prawie natychmiast zauważyłam bluzę, która była wprost idealna. Prosta czarna bluza, z uszkami na kapturze i niebieskimi akcentami w postaci środka uszu i wydrukowanego ogona. Skierowałam się do tego sklepu i przymierzyłam ją. Okazała się idealnie pasować. Zapłaciłam i wyszłam w nowej, przemegacudownej bluzie. Kupiłam co chciałam więc co mi pozostało? Zarzuciłam kaptur na głowę i ruszyłam w stronę parku. Po drodze minęłam Simona i wzięłam sushi na wynos. Dotarłam do parku i rozsiadłam się na ławce wpatrując się w otaczającą mnie przyrodę. Zza fontanny, skocznym krokiem zbliżał się do mnie nie kto inny jak Izaya. Wesoło usiadł obok mnie i spojrzał rozbawionym wzrokiem.
- Ohayo Misaki-chan~!
- Ohayo - odpowiedziałam bez większego zainteresowania.

- Co cię tu sprowadza? Myślałem, że masz daleko z domu do parku.
- Niezbyt.. Poszłam kupić nową bluzę i tyle. A Ciebie co tu sprowadza? Przecież mieszkasz w Shinjuku.
-Praca, praca, praca i... wkurzanie Shizu-chana~! A tak właściwie to czemu zmieniłaś bluzę? Przecież była taka fajna.- zrobił smutną minkę, ale już po chwili wrócił mu ten ironiczny uśmieszek.

- Wiesz.. Nie bardzo uśmiecha mi się codziennie być mylona z tobą i narażać się na trafienie znakiem drogowym czy innym cholerstwem.
- Ah no taaaaak~! Ten mój Shizu-chan nie potrafi się powstrzymać jeśli w grę wchodzę ja~! Ale nie widziałaś jeszcze jak rzuca automatami~! - korzystając z mojej chwilowej nieuwagi podwędził mi jedno ootoro.
- Nie spieszy mi się żeby to zobaczyć. Mógłbyś nie kraść mojego śniadania?
- Ale to tak smacznie wygląda, że aż rączki świerzbią noo~!
- Sławny Orihara Izaya ma słabość do ootoro. Wesoło nie powiem. - skończyłam jeść, wytarłam ręce w chusteczkę i wyrzuciłam pudełko do śmietnika.
- To jak Misaki-chan, idziemy zobaczyć latające automaty? -wstał i stanął naprzeciwko mnie.
- Izaya ja naprawdę nie-.. - nie zdążyłam dokończyć, bo brunet pociągnął mnie za rękę w stronę centrum. Mimo moich prób wyszarpnięcia się, informator dalej trzymał moją rękę i podążał przede mną skocznym krokiem, ciągnąc mnie za sobą.
- No puść mnie, bo zacznę się wydzierać, że mnie molestujesz seksualnie! - wydarłam się zwracając uwagę paru przechodniów na nas. Na moje nieszczęście tylko zerknęli i szli dalej w swoją stronę.
- Oj Misakiś cierpliwości troszkę! Jakie molestowanie? Ja tylko cię prowadzę~! Więc idź łaskawie w ciszy i nie krzycz~!

- Oj grabisz sobie.. - powiedziałam cicho, ale zastosowałam się do poleceń Orihary. W dość krótkim czasie dotarliśmy do jakiejś alejki, w której zapewne zaraz miał się zjawić blondyn, bo gdzie indziej mielibyśmy pójść? Brunet nakazał mi usiąść na dachu trzypiętrowego budynku i obserwować. Szczerze mówiąc widok był mało zachwycający, ale wyraźnie było widać całą drogę wypełnioną sklepami i straganami. Po paru minutach dało się słyszeć głośny ryk, którego właścicielem był zapewne Shizuo. Tak jak zapewniał Izaya w powietrzu latały znaki drogowe, automaty, a nawet lampy. Nie wiedzieć czemu zachwycała mnie siła Heiwajimy, jak i zwinność Orihary. Przez jakieś pół godziny ganiali się po tej uliczce, a potem brunet zniknął z pola widzenia byłego barmana i przybiegł na dach, na którym siedziałam.
- I jak podobało się? Możesz już iść do domu. I tak jestem pełen podziwu, że nie uciekłaś z krzykiem.- Zaśmiał się i skacząc po dachach udał się zapewne do domu. Wstałam, otrzepałam spodnie i szybkim krokiem zeszłam na ulicę. Rozejrzałam się po okolicy. Wszędzie jakieś kawałki chodnika i ogólnie syf, kiła i ebola jakby to nazwał mój przyjaciel. Tuż przy pierwszym zdewastowanym straganie na ziemi leżały fioletowe okulary. Jakby sobie przypomnieć to blondyn miał takie same. Postanowiłam wziąć je i przy najbliższym spotkaniu mu oddać. Sama się dziwiłam czemu się go nie boję. Jednak jestem dziwna. Spokojnym krokiem skierowałam się w stronę domu. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To by było na tyle. Trochę długi wyszedł ten rozdział (chyba), zastosowałam się( a przynajmniej próbowałam xd) do rad jakie dostałam i mam nadzieję, ze jest oku xd 

Dzięki za przeczytanie~! 

piątek, 19 grudnia 2014

"Bestia" Rozdział 1


No hej x3 Pierwszy rozdział jest!
 Zastanawiałam się czy wstawić teraz czy później, 
ale nuda przytłacza.
 Nie wiem co dalej pisać więc zapraszam do czytania~!

//Pikacz


Hałas i światła bijące od bilboardów mnie urzekały. Wędrując pomiędzy uliczkami Ikebukuro natknęłam się na bar sushi. Rosyjski... bar sushi. Przed wejściem stał ogromny czarnoskóry człowiek i gdy zauważył, że przyglądam się budynkowi zawołał machając ulotkami -DZIEŃ DOBRY! Na sushi zawsze dobry dzień! sushi rosyjskie dobre na każde smutki! - podał mi świstek papieru i przyjaźnie się uśmiechnął. Większość ludzi wystraszyłaby się, ale ja odwzajemniłam uśmiech i weszłam do baru. Usiadłam przy stoliku w kącie i obserwowałam ludzi. Gdy wielkolud do mnie podszedł zamówiłam otooro i poczekałam na zamówienie. Chwilę później stało przede mną, a murzyn podał mi zieloną herbatę i powiedział, że to na koszt firmy. Podziękowałam i zaczęłam jeść. Po chwili do baru wszedł chłopak, a może raczej mężczyzna o czarnych włosach, kurtką wprost identyczną co moja i złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Rozejrzał się po barze i wbił wzrok we mnie. Powiedział coś do murzyna, który jak się dowiedziałam chwilę temu miał na imię Simon i podszedł do stolika przy którym siedziałam. Usiadł na przeciwko i po chwili zaczął rozmowę.
- Nowa w Ikebukuro?
Spojrzałam na niego z lekką pogardą.
- nie kulturalniej byłoby chociażby najpierw się przywitać?
Brunet się zaśmiał i odpowiedział z nutką ironii w głosie.
- Ależ przepraszam, gdzie moje maniery! Witam szanowną damę, jam jest rycerz ze wschodu! 
Ukłonił się teatralnie zwracając na siebie uwagę większości osób w lokalu. Prychnęłam i wbiłam wzrok w okno.
- Tą szanowną damę mógłbyś sobie odpuścić. Mniejsza - wyciągnęłam rękę- Misaki.
Uścisnął moją rękę - Izaya Orihara.
Przejechałam po nim wzrokiem. Wydawał się być w miarę normalny, ale w tym przekonaniu przeszkadzały mi dziwne, wystraszone i pełne pogardy spojrzenia ludzi.
- Co cię tu sprowadza?
-Zajęłaś moje miejsce - odpowiedział wesoło - ale nie martw się! Nie martw się! Jako, że kocham ludzi to pozwolę ci tu zostać.
- Nie potrzebnie. I tak już skończyłam jeść. - podniosłam się z miejsca, nałożyłam kurtkę, zarzuciłam kaptur na głowę i skierowałam się do wyjścia. - Pa Izaya- wyszłam wtedy gdy akurat zawiał wiatr. Szczelniej okryłam się kurtką i ruszyłam w stonę domu. 
Zimny wiatr muskał moją twarz. Z daleka usłyszałam krzyk, a raczej groźny ryk. Ktoś wykrzykiwał imię niedawno poznanego przeze mnie człowieka.
- IZAYA TY GNIDO! WYNOŚ SIĘ Z IKEBUKURO!
Rozejrzałam się po  okolicy i nigdzie nie zauważyłam bruneta. Bez zastanowienia, spokojnie szłam dalej. Hałas nie ustawał i był coraz bliżej mnie. Czyżby ktoś mnie pomylił z Izayą? W sumie mamy takie same kurtki. Odwróciłam się i moim oczom ukazał się mocno wkurzony blondyn, z papierosem w ustach, w stroju barmana i z wyrwanym znakiem drogowym w ręce. Dostrzegł, że na niego patrze i rzucił znakiem. Odsunęłam się o krok i lecący przedmiot minął mnie o kilka centymetrów, wbijając się w chodnik. Powiew wiatru zsunął mi z głowy kaptur, a moje czarne włosy się rozwiały. Barman podszedł do mnie, chwycił mnie za koszulkę i podniósł do góry. Przyjrzał się mojej twarzy i wykrzyknął mi w twarz.
- CZEMU WYGLĄDASZ JAK BABA?!
Dosłownie w tej samej chwili pojawił się obok Izaya.
- No nie wiem Shizu-chan.. może dlatego, że ja stoję tutaj a to - wskazał palcem na mnie- jest zwykła dziewczyna, która właśnie wprowadziła się do Ikebukuro?
Blondyn stał chwilę w osłupieniu, spojrzał przez ramię na bruneta, potem na mnie, jeszcze raz na niego, odstawił mnie na ziemię, kulturalnie przeprosił i poprawił mi fryzurę po czym powoli,otaczając się aurą lekkiego wstydu i potężnej złości odwrócił się do Orihary. 
- Izaya. Masz wpierdol. - oznajmił spokojnym tonem
Brunet się zaśmiał, zawrócił i zaczął biec, krzycząc.
-Wiem Shizu-chan! Ale najpierw mnie złap!
Po tym obydwoje zaczęli biec. Stałam przez chwilę jak wryta, dopiero po jakimś czasie ruszyłam do domu. Nie miałam pojęcia co się właśnie stało. Otworzyłam drzwi do domu i rzuciłam się na łóżko. Tak.. sen to jest teraz mi potrzebne.
~~~~~~~~~~~
Koniec x3 Jak się podobało? 


wtorek, 16 grudnia 2014

Prolog ,, Coś co nigdy nie powinno sie zdarzyć...``

Hej! To będzie moje pierwsze opowiadanie Yaoi, które ujrzało światło dzienne, więc proszę być wyrozumiali. Wszelkie uwagi są jak najbardziej dozwolone :)Opowiadania bedą wrzucane co kilka dnia a nawet do jednego miesiąca //Riki

***

Chodził swobodnie po opuszczonym zamku, nie przejmując się niczym. Jego ruchy były jak kocie. Nie zbyt wyróżniające się od kolorów pomieszczeń ubranie, które idealnie na nim leżało. Po długim bezsensownym włóczeniu się po posiadłości. Zatrzymał się przy zamkniętych piękno zdobionych drzwiach. To jedyne drzwi w tym domu były tak zdobione. Gdy podszedł do nich bliżej było widać różne sceny wyryte złota farbą. Zaciekawiony sięgnął w kierunku klamki. Przez otwarte lekko drzwi wsunął najpierw głowę a potem resztę ciała. Jego oczom ukazał się anioł otulony w kocem. Promienie słoneczne idealnie pokazywały jego smukłą i bladą twarzyczkę. Dostrzegł że oczy chłopca są różnych kolorach. Jedno miał koloru rubinu, a drugie koloru szafiru....
***

Powered By Blogger