To jest blog z różnymi opowiadaniami. Pisze tu Pikacz i Riki- Pikacz częściej będzie wstawiać zwykłe opo ew. s-ai, a Riki zapewne HARD YAOI! Miłego czytania ^^
sobota, 31 stycznia 2015
Shizaya "If i die young"
Ohayo~! Tak o to na naszym blogu pojawia się pierwsza notka z paringiem Shizaya! Aktualnie utknęłam w "Bestii" (wiem wiem słabo, bo to dopiero początek ale co poradzisz ;;) Z czystym sercem mogę powiedzieć, że starałam się napisać cokolwiek ale nic mi nie wychodziło ;; Jak wróci wena to od razu napiszę! A teraz miłego czytania! //Pikacz
Minęły dwa tygodnie od wypuszczenia Shizu-chana ze szpitala. Aż dziwne, ze ktoś poza mną mógł tak go poturbować. Ktoś JEGO tak urządził, ale tym kimś nie byłem JA. Zabawne.
Izaya balansował na krańcu dachu pięciopiętrowego budynku i z rozbawieniem wysłuchiwał tłumaczeń wystraszonego faceta. Z dumą patrzył na jego zakłopotanie i rozpacz. Brunet kochał w ludziach to, że gdy mieli umrzeć zwalali winę na innych. Ten egoizm był aż wyczuwalny w powietrzu.
- A-Ale naprawdę Izaya-san nie miałem z tym nic wspólnego! T-To wszystko oni! Oni mi kazali!
Czerwonooki zatrzymał się i z poważną miną spojrzał na stojącego naprzeciw szatyna.
- Nie twoja wina? Nie miałem nic wspólnego? Oni ci kazali? No więc właśnie~! Kazali, a jak kazali to znaczy, że to zrobiłeś.
Powolnym krokiem zaczął zbliżać się do wystraszonego człowieka. Stanął z nim twarzą w twarz i groźnie się uśmiechnął.
- Widzisz? Sam się wkopałeś. Zapamiętaj to sobie, choć chyba nie będzie ci to już potrzebne. Tylko JA mam prawo atakować Shizuo i tylko JA mogę posyłać go do szpitala. Mam nadzieję, że zrozumiałeś? A więc żegnaj.
Szybkim ruchem ręki popchnął szatyna w przepaść i z dumą spoglądał na lecące, a chwilę później rozbijające się o ziemie ciało. Zbiegł na dół i przyjrzał się swojemu dziełu. W uliczce leżało z siedem roztrzaskanych ciał, z czego jedno jeszcze o dziwo oddychało. Podszedł do niego i lekko się skrzywił patrząc na zakrwawioną twarz z powybijanymi zębami, wykręcone pod dziwnym kątem kończyny i wypełniony bólem wzrok.
- Widzisz? Tu są twoi cali oni! SKOŃCZYLI TAK SAMO JAK TY! KAŻDY TAK SKOŃCZY!
Wykrzyknął i skończył męki leżącego człowieka wbijając nóż w jego szyję. Krew trysnęła i ochlapała koszulkę i twarz Izayi. Orihara wstał, rozejrzał się po okolicy. Schował nóż do kieszeni i powolnym krokiem skierował się w tylko sobie znanym kierunku.
***
Parę dni później...
Izaya wędrował uliczkami Ikebukuro wsłuchując się w rozmowy ludzi i wypatrując blond czupryny w tłumie. Niestety nigdzie go nie widział. Załatwił swoje sprawy i wszedł na ten sam budynek, na którym ostatnimi czasy zakończył życie siedmiu osób. Usiadł na krawędzi i spoglądał na zachodzące słońce. Siedział tam dość długi czas. Nie zauważył gdy na dachu pojawił się blondyn.
- Mendo czego tu szukasz?
Brunet odwrócił się w stronę skąd dochodził głos.
- O Shizu-chan. Tym razem bez jakiegoś znaku drogowego?
Heiwajimie zapulsowała żyłka na czole.
- Nie zmieniaj tematu. Po co tu jesteś?
Izaya wpatrzył się w słońce chowające się za horyzontem.
- Wiesz Shizu-chan. Ładny stąd widok.
- A tak naprawdę?
- Mówię prawdę.
- Kłamiesz.
Brunet spuścił głowę i wpatrywał się w swoje kolana.
- Mógłbyś chociaż raz mi uwierzyć..
- Sam dobrze wiesz, że nigdy tak się nie stanie.
Czerwonooki nie odpowiedział tylko zacisnął mocniej pięści. Shizuo podszedł do niego i tak samo usiadł na skraju dachu.
- No może ten jeden raz ci uwierzę, Rzeczywiście ładny widok.
Izaya uśmiechnął się i podniósł głowę. Blondyn spojrzał na niego,
- Co tu się wydarzyło kilka dni temu?
- Nic.
- Kłamiesz.
- Jak zawsze.
- Powtórzę. Co tu się wydarzyło?
Brunet spojrzał na niego poważnym wzrokiem.
- Zmarło tu siedem osób.
- A jaka była przyczyna?
- Nie wiem. Kogo to obchodzi?
- Ooo wielki informator Orihara czegoś nie wie?
Izaya zmarszczył brwi.
- Powiedz mi Shizu-chan. Nienawidzisz mnie?
- Najbardziej na świecie.
- Więc co by ci dała wiedza o przyczynie mojej śmierci?
- Co? Jakiej śmierci o czym ty..?
Orihara wstał i stanął przodem do blondyna.
- Mojej śmierci. Co by ci dało to, że wiedziałbyś dlaczego bym umarł? Nic byś nie odwrócił, w niczym by ci to nie pomogło. Więc po co to komu?
- Brałeś coś?
- Shizuo nie zniosę tego dłużej.
Heiwajima spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Wiesz jakie to uczucie kochać?
- No.. wiem.
- A być kochanym?
- W sumie to chyba też wiem.
- Widzisz.. ty wiesz, a ja nie.- odwrócił głowę i smutno się uśmiechnął- Ciężko jest kochać, a pomimo to nie być kochanym.
- O czym ty gadasz?
- If i die young~..
- Izaya? - Brunet odwrócił się w stronę Shizuo
- Wątpię żeby twój móżdżek to ogarnął ale.. Kocham cię Shizu-chan.
Uśmiechnął się z bólem, odchylił się do tyłu i spadł w przepaść za nim. Blondyn nachylił się przy krawędzi krzycząc jego imię, a on spadał. Trwało to dość długo póki nie uderzył w twardą posadzkę. Jego ciało przeszył tępy ból, usłyszał kilka chrupnięć zanim przed jego oczami zaczęły pojawiać się mroczki. Pomimo obrażeń był w stanie dostrzec zbolały, smutny i wystraszony wyraz twarzy Heiwajimy. Uśmiechnął się ten ostatni raz, po policzku spłynęła samotna łza, zamknął oczy i pogrążył się w ciemności
~~~~~~~~
I tak oto jest koniec. Pisałam to strasznie długo, bo brak weny itp. Ogólnie takie trochę ponure ale to nie moja wina no ;; Mam nadzieję, że było choć w jakimś stopniu fajne i że nie zwaliłam charakterów postaci aż tak bardzo. Nie mogę znaleźć żadnej inspiracji więc przepraszam, że nic nie ma ;;;
No miłych ferii ^^ Podczas pisania tego słuchałam tej piosenki https://www.youtube.com/watch?v=TEsJW9KXuOc więc może nastrój się wam w to wpasuje ^^
piątek, 2 stycznia 2015
Ból...
To nie rozdział, ale myślę że się spodoba. Na razie nie będzie rozdział bo doskwiera mnie brak weny i sensu życia...
Siedział sam na ławce nieopodal lasu. Ludzie, którzy przechodzili koło niego patrzeli się na niego jak na dziwaka. Nikt nie chciał się zatrzymać i mu pomóc. Młody chłopak o długich do ramion blond włosach związanych w kitek, stanął centralnie przed nim.
-Czemu taki jesteś ?? - spytał nieznajomy.
-Jaki?-Spojrzał się na niego z pod grzywki.
-Taki nie czuły i samotny. Starasz się odpędzić wszystkich od siebie. Udajesz silnego a tak naprawdę potrzebujesz pomocy.- usiadł około niego na ławce i zaczął patrzeć w niebo na chmury Nie pozwalają by brązowooki coś powiedział, mówił dalej. - Czasem wystarczy poprosić kogoś o pomoc, zamiast sam się borykać z problemami. Łatwiej jest się zwierzyć obcej osobie niż najbliższej rodzinie czy przyjaciołom. Lepiej jest nie uciekać od problemów tylko je rozwiązać. A samobójstwo, to nie jest ostatnia droga ratunku... -Przytulił go mocno i odszedł gdzieś.
Brązowooki widział go tylko raz, więcej już się z nim nie spotkał. Po dłuższym czasie bezsensownych poszukiwań odpuścił sobie, lecz pamiętał jego słowa do końca jego życia. Dzięki tej nieznanej osobie żyje. Tamtego dnia trzymał dwie rzeczy w ręce w jednej list pożegnalny za adresowany do jego brata starszego. A w drugiej żyletkę. Miał dość już życia i chciał z nim skoczyć lecz przed min w ostatnim momencie stanął anioł..
//Riki
***Siedział sam na ławce nieopodal lasu. Ludzie, którzy przechodzili koło niego patrzeli się na niego jak na dziwaka. Nikt nie chciał się zatrzymać i mu pomóc. Młody chłopak o długich do ramion blond włosach związanych w kitek, stanął centralnie przed nim.
-Czemu taki jesteś ?? - spytał nieznajomy.
-Jaki?-Spojrzał się na niego z pod grzywki.
-Taki nie czuły i samotny. Starasz się odpędzić wszystkich od siebie. Udajesz silnego a tak naprawdę potrzebujesz pomocy.- usiadł około niego na ławce i zaczął patrzeć w niebo na chmury Nie pozwalają by brązowooki coś powiedział, mówił dalej. - Czasem wystarczy poprosić kogoś o pomoc, zamiast sam się borykać z problemami. Łatwiej jest się zwierzyć obcej osobie niż najbliższej rodzinie czy przyjaciołom. Lepiej jest nie uciekać od problemów tylko je rozwiązać. A samobójstwo, to nie jest ostatnia droga ratunku... -Przytulił go mocno i odszedł gdzieś.
Brązowooki widział go tylko raz, więcej już się z nim nie spotkał. Po dłuższym czasie bezsensownych poszukiwań odpuścił sobie, lecz pamiętał jego słowa do końca jego życia. Dzięki tej nieznanej osobie żyje. Tamtego dnia trzymał dwie rzeczy w ręce w jednej list pożegnalny za adresowany do jego brata starszego. A w drugiej żyletkę. Miał dość już życia i chciał z nim skoczyć lecz przed min w ostatnim momencie stanął anioł..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
